pomagamywiktorowi / 1) O Wiktorku
Jesteś:Gościem Wiktorka:-)
Dziś i Ty możesz sprawić by życie tego małego chłopca stało się lepsze 
   1) O Wiktorku
   2) Autyzm
   3) Dokumenty
   4) Rehabilitacja
   5) Sukcesy Wiktorka
   6) Galeria
   7) Jak możesz pomóc
   8) Podziękowania
   9) Kontakt



Księga Gości Wiktorka:-)
 

styczeń 2009

 

Wiktorek jest kochanym, ślicznym, niezwykle żywiołowym, pięcioletnim chłopcem. Jest dla nas Wszystkim…

Jego wizualność nie zdradza choroby, wygląda tak jak inne zdrowe dzieci, „inność” zauważamy dopiero, gdy próbujemy nawiązać z nim kontakt, gdy próbujemy z nim porozmawiać. Wtedy widzimy, że jednak nie jest taki jak pozostałe dzieci, że tak jakby nie rozumiał co do niego mówimy, że nie odpowiada na pytania lub odpowiada „po swojemu”.

 Wiktor trochę mówi, lecz nie rozmawia… często są to niewyraźne, wyuczone słowa lub zwroty. Cieszymy się jednak, że mowa w ogóle pojawiła się. Tak bardzo czekamy na moment, gdy będziemy mogli usłyszeć od naszego dziecka co było w przedszkolu… Wierzymy, że kiedyś to nastąpi, może dopiero w szkole… jak na razie pojęcie przeszłości i przyszłości jest dla niego zupełną abstrakcją…

 

 

HISTORIA WIKTORKA

 

Urodził się 20.12.2003 roku, w pierwszej minucie życia dostał tylko 6 punktów w skali Apgar, ze względu na niedotlenienie okołoporodowe, w drugiej minucie miał już 8 punktów a w piątej 10.

W około trzeciej dobie życia stwierdzono bradykardię (spowolniały rytm serca) poza tym dziecko zrobiło się płaczliwe, powstały problemy ze ssaniem piersi. Uznano to wtedy za trudności dostosowawcze do życia pozałonowego. My teraz wiemy że były to skutki uboczne szczepień, jakie dostał w szpitalu. Według nas dzieci z niedotlenieniem okołoporodowym, nie powinny być dodatkowo obciążane szczepieniami w pierwszych dniach życia, szczepienia te powinny być odroczone, gdyż mogły mieć poważny wpływ na dalszy rozwój dziecka. 

Badanie kardiologiczne w trzecim tygodniu życia nie potwierdzało już bradykardii.

Do roku, półtorej rozwijał się, zdawałoby się, zupełnie prawidłowo, o czasie siadał, raczkował, chodził, gaworzył. Cieszyliśmy się że mamy takie zdrowe, dorodne dziecko. Problem zaczęliśmy zauważać wtedy, kiedy nie zaczynał mówić. Na początku cierpliwie na tą mowę czekaliśmy, opierając się na wszech panującym stereotypie „chłopcy później mówią”. Ale zaczęło nas martwić to że oprócz nie mówienia nasze dziecko nie rozumiało co się do niego mówi, nie wykonywało poleceń, nie pokazywało gdzie jest mama, gdzie ma oczko itp. Pomimo tego pediatra na bilansie dwulatka nie zauważyła żadnego problemu, kazała czekać na mowę do trzeciego roku życia.

 

Nas jednak nie zadowalała taka opinia. Tym bardziej że doszły inne niepokojące zachowania.

Histeryczne przywiązanie do matki, paniczny lęk przed każdym kto nie był mamą lub babcią, w pewnym momencie dotyczyło to nawet własnego taty.

Monotonne zabawy, które polegały na całodziennym układaniu samochodzików lub innych przedmiotów – do nie znudzenia.

Autoagresja - nie mogliśmy patrzeć jak nasze dziecko biegnie na drzwi, po to aby z całej siły uderzyć głową w ich szybę, kiedy obija swoje piszczele o nogi od stołu.

Reakcja histerią na jakiekolwiek zmiany. Np. tragedią nie do przeżycia była sytuacja gdy nadeszło lato, a mama włożyła za krótkie spodnie (rybaczki) zamiast zwykłych.

Bezmyślne chodzenie „w świat” „byleby przed siebie”, co uniemożliwiało zrobienie z dzieckiem normalnych zakupów czy załatwienie jakichś spraw.

Pokładanie się na podłodze w miejscach publicznych.

Brak jakiejkolwiek odpowiedzi na pytania, chociażby skinieniem lub zaprzeczeniem głowy.

Nie reagowanie na polecenia oraz własne imię.

Niemożność nauczenia podstawowej samoobsługi: jedzenie, ubieranie się, korzystanie z nocniczka czy toalety, jak również nie sygnalizowanie potrzeb fizjologicznych.

Nadwrażliwości dotykowe np. straszna histeria przy obcinaniu włosów lub paznokci, jakby to był potworny ból dla dziecka.

Niedowrażliwości dotykowe np. rozbieranie się wielokrotnie w ciągu dnia do golaska i zawijanie we wszelkie koce i kołdry jakie udało się w domu znaleźć.

Nadwrażliwości słuchowe np. zatykanie uszu i paniczny krzyk przy normalnym, nawet cichym dźwięku z radia w samochodzie.

 

Zaczeliśmy szukać, jeździć do różnych specjalistów, wielu z nich uważało nas za nadgorliwych rodziców, którzy wymyślają swojemu dziecku choroby. Aż w końcu trafiliśmy do Poradni Rehabilitacyjnej dla Dzieci Autystycznych i ich Rodzin w Warszawie, tam po szczegółowych obserwacjach w wieku trzech lat, stwierdzono u Wiktorka AUTYZM. Z jednej strony dzień w którym otrzymuje się taką diagnozę wydaje się być najgorszym dniem w życiu, z drugiej jednak strony przynajmniej dowiedzieliśmy się co dolega naszemu dziecku i w jakim kierunku mamy go leczyć.

 

Na początku Wiktor miał terapię grupową z innymi dziećmi, które miały taką samą diagnozę. Dzięki tym zajęciom powoli oswajaliśmy nasze „dzikie zwierzątko” z tym że są inni ludzie, inne dzieci, że są jakieś reguły zabawy. Był to bardzo dobry wstęp przed przedszkolny. Poza tym terapie indywidualne: zajęcia z psychologiem, pedagogiem specjalnym, integracja sensoryczna, artoterapia, dogoterapia. Zaczęliśmy też walkę o przedszkole dla Wiktora, co nie było łatwe, gdyż w naszym rejonie przysługuje dzieciom niepełnosprawnym dopiero od piątego roku życia i to też w ograniczonej ilości godzin.

 

Przeprowadziliśmy zagraniczne badania metaboliczne oraz badania włosa, z których wyszło duże obciążenie metalami ciężkimi, liczne niedobory pierwiastków oraz ukryte alergie pokarmowe. Rozpoczęliśmy kosztowne leczenie biomedyczne, odtruwanie od pozostałości poszczepionkowych, leczenie candydiozy (grzybica układu pokarmowego) suplementację, dietę bezmleczną, bezglutenową i bezcukrową.

 

Od momentu wprowadzenia intensywnej terapii i leczenia, poczuliśmy że powoli „odzyskujemy” nasze dziecko.

 

 

Stan na styczeń 2010

 

Wiktor ma 6 lat i w  chwili obecnej mogę stwierdzić, że dość ładnie pokonuje autyzm.

Mówi coraz lepiej i więcej, zaczyna używać form gramatycznych, na razie bardzo nieporadnie i śmiesznie, ale najważniejsze że zauważa to że gramatyka w mowie istnieje.

Coraz lepiej funkcjonuje społecznie, dostosowuje się do rytmu przedszkolnego, chętnie bierze udział we wszelkich zabawach ruchowych i dydaktycznych. Problemem są zajęcia, gdy w przedszkolu słownie omawiane są jakieś zagadnienia, dzieci odpowiadają na pytania dotyczące danego tematu. Wiktor nie rozumie za bardzo takich czysto słownych „wykładów”, gdyż po prostu stopień rozumienia mowy nie jest u niego jeszcze tak rozwinięty. Niestety własnego języka musi się uczyć tak jakby był obcym.

Pozostają jeszcze opóźnienia rozwojowe względem rówieśników, zaburzenia mowy czynnej i biernej, ograniczony zasób słów, niegramatyczność mówienia, predyspozycje do dysleksji, zaburzenia motoryki małej.

Także praca, praca i jeszcze raz praca….

 

 

Rodzice Wiktorka

 

 
Copyright ©2009 by Dorota Jakubiec
www.projektowaniestron.zafriko.pl
Kreator Stron www